czwartek, 15 kwietnia 2010
notatka sto dziewięćdziesiąta piąta
gdyby jakimś cudem komuś zależało na poczytaniu produktów spod mojej ręki to zapraszam na: www.piotrmosoń.blox.pl. smacznego.
pozostałym życzę miłego dnia :)
piątek, 13 listopada 2009
notatka sto dziewięćdziesiąta czwarta
wydanie drugie poprawione
owładnięty konformistyczną potrzebą
wydałem
- tomik rachitycznej poezji
- córkę za pierwszego lepszego
- przyjaciela w ramach rewanżu
bo kiedyś skurwiel wydał mnie
- opinię choć fałszywą była
i obrazobórczą ale jakby nie moją, nie?
oraz kolację
zaprosiłem ich wszystkich trzynastu
potem tamtej pochmurnej nocy
nim kur zapiał trzy razy
najpierw wydałem siepaczom
adres Oliwnego Ogrodu
(ucieszyli się)
następnie sprytne oświadczenie
że to nie ja lecz jakiś Judasz
(ucieszyli się inni)
a na koniec resztę ze stu srebrników
w odpowiednie ręce
(wydało mi się że cieszą się wszyscy)
wreszcie doświadczony już
w żmudnym procesie wydawania
postanowiłem wydać siebie
głęboko rżniętym drukiem
na nagrobnej płycie
i okazałem się bestsellerem
__-__-__-__
poniedziałek, 09 listopada 2009
notatka sto dziewięćdziesiąta trzecia
"to dziś to dziś to dziś"
należy odnotować
czas miejsce klimat
porę dnia i roku
wysokość duszy nad poziomem morza
zawartość kawy w kawie
i jej nagły wpływ na drgnienie serca
nagłówki w rozrzuconych gazetach
jakby prozaiczne w kontrze
stan konta
stan lodówki
stan stanu sprzed stanu i tuż po
i ptaszkiem go
albo krzyżykiem misternie zgrabnym
albo grubą krechą kółka
(tu historycy nigdy nie będą zgodni)
bo to jest ten dzień
dla którego został
wyprodukowany kalendarz
otóż napisałeś
wiersz
więc wszelkie prawa
zastrzeżone dumą
___-___-___-___
czwartek, 05 listopada 2009
notatka sto dziewięćdziesiąta druga
"oko"
----------------------/wołała o miłość
-----------------------a nie o pornografię/
-------------------------SARAH KANE
internetowa soczewka pożądania
w źrenicy oka niemłoda już pani
ustylizowana na właśniepopularną starletkę
z pierwszolepszego ledwośmiesznego serialu
ale goła jak każda pod taką soczewkową ogniskacją
więc ta pani (podobno Randi ale co trzecia to Randi)
wcale nie aby lubieżnie rozkłada wybotoksowane nogi
aż znikają za pionowymi horyzontami
mojego ciekłokrystalicznego wziernika
pani jest bezczelnie niedomknięta
jej otwarte między udami mięsiste oko
woła o miłość
oko
puszcza do mnie oko i łzawi - puszczam pawia
a wypuszczona rolka od myszy
wyprodukowana przez koreańskiego purytanina
skwapliwie chowa panią Randi pod kantem ekranu
ona tam jest - ta rozgenitalizowana donna ważajna
wiem bo ponad jaskrawą linią paska zadań
macha do mnie różową zużytą bielizną
jak sztandarem zachętą latarnią wzrokowskazem
a im bliżej mój palec przełącznika on/off
tym bardziej desperacko bujają się majtki
wssssssschód-zaaaaaaachód wschód-zachód wshd-zahd
oko
nie odchodź poza krawędź rzęsy
ach...
pozwól wpełznąć w pole widzenia
och..........
weź mnie wzroknij celnie na wylot
ech.................
zamrugaj mną aż puszczę śluz spełnienia
uch.........................
niech twoje oko wniknie w moje oko
i razem okiem się staną wielookim niepoliczalnym
waham się waham się waham się waham
bujam się bujam się bujam się bujam
ęch... ąch... ... ... !
tuż przed orgazmem zagryzionej wargami decyzji
z offu rozlega się nieubłagany gong epilogu
Randi już nie ma minął czas spełnienia
już na oko zarzuciła szlafroko powieki
po tym prywatnym opatrznościowym show
pozostała niesubtelna plamka na ekranie
taki pitch-black tylko że biały
do którego nie mogę się przyznać
nawet sobie...
piątek, 23 października 2009
notatka sto dziewięćdziesiąta pierwsza
"Urodziny"
Dżony kończył siedemnaście.
Wino kończyło się w nas.
Pomyślałem że już czas.
Sprawdzić jak to jest.
Kiedy komuś kończy się ten świat.
bo w kamienicy te dwa piętra niżej...
bo mieszkał gość co go zwali Ożygańcem...
bo pić lubił choć pić nie umiał...
nie miał kasy
nie miał pracy...
nie miał rodziny...
to pomyślałem...
to po co mu całe te życie...
to my przynajmniej się czegoś nauczymy...
i wypiliśmy ćwiartkę...
i zanim Dżony zanurzył w nim nóż...
i poduszka się przekrwiła Ożygańcem...
i kurwa kolo nawet umrzeć nie umiał szybko...
i tylko problemy robił...
Założyliśmy się oba z Dżonym,
jak długo będzie mu ciekła ta krew z brzucha.
Chciałem wygrać to trochę poruszałem kosą na boki,
gdy Dżony nie patrzył, bo poszedł sobie zrobić
kanapkę z pasztetem. Dżony jest skurwiel
bo dla mnie pasztetu już nie starczyło,
a suchy mi jakoś tak nie smakował
Popatrzyliśmy do samego końca.
Popaliliśmy po całym jak dorośli.
My nie dzieci że pół po pół.
Zrobiliśmy zakupy w Żabce na rogu,
bo stara chciała pomidory na kolację.
Życie potoczyło się normalnie,
a przynajmniej Ożyganiec
się już nie męczy...
(wydarzenie prawdziwe - imiona nie)
notatka sto dziewięćdziesiąta
do niezapomnienia
okulary omdlały na nosie
pamiętam
szpital rozgorączkowany
przyjął mnie bez udawanej litości
pamiętam
zapytałaś co ja wiem o tym całym umieraniu
pamiętam
nim fiolet świtu zaszumiał stopami
to zapiszczał strachem
zamigotał alarmem
oszalał paniką
i nie było
ciebie
zamiast mnie
wtorek, 29 września 2009
notatka sto osiemdziesiąta dziewiąta

"doścignięty"
pastylka quaalude podzielona na trzy
migawka
fontanna szampana w jacuzzi
migawka
pomarańczowy ręcznik frotte
migawka
zbyt młode ciało na Mullholand Drive
migawka
a cena?
obce granice za cudze mdłości
obce hotele za cudze uległości
obce alarmowe dzwonki
własne przerwane odkupienie
niedokończone konfesje
strach nieufność zdrada
i
oto mamy go!
jakby z pachnącego jeszcze świeżym utrwalaczem celuloidu
zeszły na płytę lotniska w Zurychu jego własne obsesje
i w rozjarzonych pożądaniem reflektorach chwyciły za rękę
świat wstrzymał oddech
świat się zachłysnął
świat się wysmarkał uronił łzę puścił bąka zwymiotował
między jednym a drugim haustem coca coli
między garścią pop-cornu a garścią popularności
na żywo haj definyszen tru kolor slim fast rewelejszyn
przewiń kochany na koniec chcę zobaczyć go za kratami
przewiń kochana na początek chcę zobaczyć tę trzynastolatkę
jeszcze raz jeszcze raz jeszcze raz
chodź pójdziemy do sądu rzucić kamieniem
będziemy krzyczeć bo nie mamy jacuzzi
będziemy potrząsać niepomarańczowym oskarżeniem
będziemy grozić - to takie podniecające
będziemy się kochać jak gwiazdy
tylko mi nie mów że masz trzynaście lat
nie ukochany
mam trzydzieści jeden lat
i jestem twoją przeszłością
...
wtorek, 30 czerwca 2009
notatka sto osiemdziesiąta ósma
PINA BAUSCH nie żyje...

"Mój goździk dla Piny Bausch"
Patrz - odtańczyła swoje tango
Pina Bausch wśród goździków
wbitych obcasami w broczący
czerwienią namiętny parkiet
nie/pozoRna/nie/pokoRna
pewnie zapyta zdumionego
administratora raju w błękitach
o najbliższą tancbudę
teraz uczy tańczyć jędrne
anioły do szatańskiej muzyki
i smaga pogardą po skrzydłach
gdy znęci ich natchnione improwizo
a tu wciąż pogrywa wyobraźnia
- choć po Tobie już pozostał
tylko zapach goździków jak
ryzykownie odważnych kroków
27.07.1940 - 30.06.2009


poniedziałek, 22 czerwca 2009
notatka sto osiemdziesiąta siódma
"Apokalipsa według świętego Mika Jaggera"
Brown Sugar Brown Sugar drze ryja Mick Jagger z Grundiga
gdy zamawiam smolistą kawę i z premedytacją topię w niej
tuzin cholernych sześcianików jeden po drugim nie krzyczą
rozpadając się na cukry proste w piekielnej smole LaVazza
trzynasta kostka dostaje ułaskawienie (na razie) i akt adopcji
przez jaśniebrudność górnej lewej kieszeni od teraz aż do śmierci
nieuchronnie miażdżona czuje chaotliwe bicie od wewnątrz mnie
ze szczodrze pomazanej nieznaną barwnią wciąż modnej fototapety
szyderczo uśmiechają się do mnie Dürerowi dżokeje przetrawieni
przez współczesną imitację kultury w karykaturalne emopluszaki
Wojna w Moshnę Zaraza w Zagassa Głód w Gluta i Śmieć z kosą
w kościstym uścisku kremowy Dürer obrany z cebulastego patosu
hardcore równie nieśmieszny jak ta mucha co zderzyła się swoim
muszym żywotem z pikselozą końskiego szkieletu by nieskoordynowaną
orbitoidą zwodować mi w kawie jakby była conajmniej endovourem
nie będę już pił kawy ale z chęcią popatrzę jak idzie na dno
mucha! to nie jest ostatnia wieczerza i to nie jest srebrzysty Graal
choć każdy z nas od poczęcia nosi w sobie człowieczą świętość
to niewielu udaje się choćby otrzeć się o jej katalizator - męczeństwo
z Grundiga Mick Jagger ryja drze Brown Sugar Brown Sugar...
środa, 17 czerwca 2009
notatka sto osiemdziesiąta szósta
Ci duńscy piromani...
B. chichocze natrętnym Iwaszkiewiczem.
Ta jego upierdliwa spostrzegawczość!
Z lubością doszukiwał się w Duńczykach perwersji
- sam w spiżu siebie - dobroduszny Obelix
Brniemy suszą ulicy, a w zogniskowaniach witryn
przypadkowi przechodnie umierają stojąc.
Po prostu odpalają się jeden od drugiego
jak spersonifikowane goldeny w papierowych melonikach.
Tak gorącymi emocjami jesteśmy gnani od tu do tu,
że pocieramy sobą o teraz jak o draskę zbyt często.
Każde z nas wielokrotnie zaiskrzyło na dożywotni zakaz
zbliżania się do łatwopalnych przedmiotów
- w tym do świątyni nagiego lustra.
Patrzenie sobie ciągle w oczy
incydentalnie grozi samozapłonem narcyzmu.
"Jarosław I. honorowy syn Kalnika (to koło Kijowa)
- etyczno-moralny wzorzec dla ubogich duchem"
Nie, to mi się nie mieści, zwłaszcza tu
gdzie źle się dzieje więc współwybuchem
rozżarzamy się do śmieszności.